Auto sunęło przez ciemną drogę, mijając rzadkie światła lamp. Naprężona atmosfera wypełniała wnętrze pojazdu, milczenie między nami było gęste, a każde skrzypnięcie auta zdawało się potęgować napięcie
- Nieżywi nie dotrzemy do krzyża – rzucił John B, przerywając ciszę
- Nie umrzemy – odpowiedział Pope z przekonaniem, spoglądając na swojego przyjaciela – Ten krzyż jest nam pisany
- Patrz na drogę! – wrzasnął nagle John
-Drzewo! – Kie krzyknęła ostrzegawczo, wskazując przed siebie. Ogromny pień wyłonił się z ciemności niczym zjawa
Pope zareagował natychmiast, mocno szarpiąc kierownicę w lewo. Opony zapiszczały przeraźliwie, a samochód gwałtownie zmienił tor jazdy, mijając drzewo o włos. Jednak uderzenie w bok pnia było nieuniknione. Samochód zachwiał się, wibrując gwałtownie, a potem z impetem wpadł w poślizg. Pope próbował opanować pojazd, kręcąc kierownicą to w lewo, to w prawo, ale to na nic. W ułamku sekundy wypadliśmy z drogi, uderzając w kolejne drzewo
Zderzenie było brutalne. Huk roztrzaskiwanych szyb zmieszał się z naszymi krzykami. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Siła uderzenia rzuciła mnie na fotel przed sobą. Poczułam ostry ból w ramieniu, gdy uderzyłam o coś twardego, a odłamki szkła rozsypały się po całym wnętrzu auta
W końcu nastała cisza. Nie była jednak spokojna – to była cisza pełna ciężkich oddechów, przytłumionego jęku i szumu w uszach. Usiadłam ostrożnie, czując, jak moje ciało drży. Szklane odłamki leżały wszędzie. Przetarłam twarz dłonią, odgarniając włosy i próbując zebrać myśli
Spojrzałam na przyjaciół. Kie siedziała z zamkniętymi oczami, oddychając płytko, jakby próbowała opanować atak paniki. Pope wciąż mocno ściskał kierownicę, wpatrując się w przestrzeń przed sobą jak w transie. John B i Sarah usiłowali strzepnąć kawałki szkła z ubrań, a JJ trzymał się za serce, starając się uspokoić oddech
– Ktoś jest ranny? – zapytał John B, jego głos lekko drżał, choć wyraźnie starał się zachować spokój
– Chyba nie – odparła Sarah cicho, rozglądając się po wnętrzu auta. Jej wzrok zatrzymał się na mnie na dłużej, ale nic nie powiedziałam
– Kie? Pope? – kontynuował John, starając się upewnić, że wszyscy są cali
– Jest okej – wyszeptała Kie, chociaż jej blada twarz mówiła co innego
– Cami? – JJ odezwał się niespodziewanie, patrząc na mnie intensywnie swoimi błękitnymi oczami. W jego głosie pobrzmiewała czysta troska. Podniosłam wzrok, a jego spojrzenie zdawało się przeszywać mnie na wskroś
– W porządku – odpowiedziałam, próbując brzmieć pewnie. Zanim zdążyłam powiedzieć coś więcej, JJ wyprostował się gwałtownie
– Cami, ty krwawisz! – zawołał z paniką
Zaskoczona dotknęłam policzka i poczułam wilgoć. Kiedy spojrzałam na palce, były czerwone od krwi. Dopiero teraz poczułam pieczenie szkło musiało rozciąć moją skórę
– Spokojnie, to tylko małe rozcięcie – powiedziałam szybko, żeby go uspokoić. Ale jego spojrzenie było skupione, jakby oceniał, czy na pewno nic mi nie jest
– Chodź, wyjdźmy z auta – powiedział, otwierając drzwi. Zanim zdążyłam zaprotestować, delikatnie złapał mnie za rękę i pomógł mi wyjść. Chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz, przynosząc chwilową ulgę
JJ spojrzał na mnie z bliska. Jego dłonie, choć wyraźnie lekko drżące, były delikatne, gdy odgarniał moje włosy z twarzy
– Pozwól, sprawdzę – powiedział cicho. Nachylił się i starannie przyglądał się rozcięciu na moim policzku
CZYTASZ
It has always been you / JJ Maybank
Fanfiction- Płotka nie zakochuje się w płotce - szepnęłam patrząc w prost w niebieskie oczy blondyna - Cami gdzieś mam tą bezsensowną zasadę - odparł JJ po czym złapał mnie delikatnie za policzki i przyciągną do siebie. Jego usta zderzyły się z moimi I musi...